Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rozwój. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rozwój. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 18 stycznia 2015

3 książki, które zmienią twoje życie



A Ty o czym myślisz, gdy otwierasz oczy? O tym, że znowu musisz wstać do tej cholernej pracy? A może budzisz się już spóźniona i przeklinasz siebie za to, że nie położyłaś się spać wcześniej? Jakie myśli towarzyszą ci w ciągu dnia? Jak często myślisz o sobie i o innych źle? Jak często spoglądasz w lustro i mówisz sobie, że jesteś brzydka, zabierając się do wyciskania kolejnego pryszcza? Jak często komuś zazdrościsz? Jak często porównujesz się z innymi? Jak często wkurzasz się na rzeczy, na które nie masz wpływu?

Twoje myśli kształtują twoją rzeczywistość. Kiedy kumulujesz w sobie negatywne uczucia i pozwalasz, by się rozwijały, odbija się to na jakości twojego życia. Wszystko wydaje się być przeciwko tobie. To ty zawsze będziesz pokrzywdzona. To ciebie wyleją z pracy, to ty będziesz chora, to ty będziesz musiała zapłacić mandat. Twoje rozgoryczenie i złość będą się zwiększać, aż do momentu, w którym powiesz sobie dość. Do chwili, w której powiesz sobie, że już dłużej tak nie możesz, i że musisz coś z tym zrobić. Tylko co?

Na początek uświadom sobie, że myśli, to tylko myśli. To nie jesteś prawdziwa ty. Nie z każdą swoją myślą musisz się zgadzać. Możesz ją zweryfikować, zmieniać lub odrzucić. Możesz wyrobić sobie nowe wzorce myślowe, które będą działały na twoją korzyść, i dzięki którym będziesz się czuła podbudowana i kochana. Pewnie, to dużo pracy. Pewnie, że wygodniej jest kisić się dalej w swoim sosie i pogrążać się jeszcze bardziej. Ale warto rozpocząć podróż w głąb siebie i zacząć żyć naprawdę. Bez wiecznej paplaniny w twojej głowie, która nie pozwala ci się skupić na tym, co najważniejsze. Bo to co najważniejsze dzieje się TU I TERAZ.

Podstawową rzeczą, która jest potrzebna człowiekowi do szczęścia, jest miłość do siebie samego. Miłość ta wyraża się w akceptacji, niekrytykowaniu siebie z powodu byle błahostek, byciu asertywnym, dbaniu o własne ciało i pielęgnowaniu pozytywnych emocji. Jeśli kontrolujesz własne myśli i potrafisz nad nimi panować, to nic, żadne zdarzenie czy słowa nie mogą wprawić cię w zły humor. Tylko ty możesz sprawić sobie przykrość, tylko ty możesz siebie skrzywdzić, jeśli uznasz, że czyjaś opinia o tobie jest ważniejsza od twojej własnej. Jeśli oddajesz kontrolę nad własnym życiem komuś innemu, to jesteś idealnym przykładem osoby, do której kierowane są reklamy, bo to ty pójdziesz do sklepu i kupisz odmładzający krem, środek na odchudzanie czy modny strój kąpielowy, tylko po to, by wyglądać jak wyfotoszpowana modelka na okładce magazynu.

Czas na rachunek sumienia. Jeśli jesteś gotowa na przewrócenie swojego myślenia o 180 stopni, jeżeli chcesz się obudzić i wreszcie zacząć korzystać ze swojego życia w pełni, to twoja podróż rozpoczyna się tu.


KOBIETY, JEDZENIE I BÓG Geneen Roth


- Bezustanne starania, aby schudnąć - tłumaczę - odciągają was coraz dalej i dalej od punktu, w którym mogłoby zakończyć się wasze cierpienie - od nawiązania kontaktu z tą, którą rzeczywiście jesteście. Ze swoją prawdziwą naturą. Ze swoją esencją.
Skrzyżowane ramiona, zaciśnięte szczęki. Te wszystkie górnolotności - sedno, esencja, prawdziwa natura - mogą poczekać, najpierw trzeba schudnąć.

Współczesny świat zwariował na punkcie jedzenia i odchudzania. Ta książka nie jest sztampowym poradnikiem mówiący o tym, co powinnaś, a czego nie powinnaś. To opowieść o miłości, przebaczaniu i rozumieniu samej siebie. Przyglądając się swojemu podejściu do jedzenia, analizujesz swój stosunek do siebie i siłę wewnętrznych przekonań. Akompaniują ci osobiste historie zarówno samej autorki, jak i uczestniczek jej warsztatów.


MOŻESZ UZDROWIĆ SWOJE ŻYCIE Louise L. Hay

Ta książka to wspaniały warsztat nad przekonaniami w każdym aspekcie życia. Tu również przyświecają ci osobiste doświadczenia autorki - terapeutki - i jej pacjentów. Znajdziesz tu mnóstwo praktycznych ćwiczeń i afirmacji, które pozwolą ci cieszyć się życiem z dnia na dzień coraz bardziej. Poza tym autorka prezentuje niekonwencjonalne podejście do chorób i sposób ich leczenia.  Ta książka może stać się kamieniem milowym w praktyce duchowej i tworzeniu pięknego, zdrowego życia.


PRZEBUDZENIE Anthony de Mello

Przebudzenie to duchowość. Ludzie najczęściej śpią, nie zdając sobie z tego sprawy. Rodzą się pogrążeni we śnie. Żyją śniąc. Nie budząc się zawierają małżeństwa. Płodzą dzieci we śnie i umierają, nie budząc się ani razu. Pozbawiają się tym samym możliwości zrozumienia niezwykłości i piękna ludzkiej egzystencji. Mistycy, niezależnie od wyznawanej przez siebie doktryny, zgodni są co do tego, że wszystko, co nas otacza, jest takie, jakie być powinno. Wszystko. Cóż za przedziwny paradoks. Najtragiczniejsze jest jednak to, że większość ludzi nigdy tego nie jest w stanie zrozumieć. Nie są w stanie tego pojąć, gdyż pogrążeni są we śnie. Śnią sen prawdziwie koszmarny.

To dzieło, które mówi samo za siebie. Budzi niesamowite kontrowersje. Stawia społeczeństwo i twoją rolę w nim w zupełnie innym świetle. Te słowa otwierają oczy, budzą ze snu, są jak wiadro zimnej wody. Nie musisz ich pojąć w pełni, nie musisz się z nimi zgadzać. One i tak nieodwracalnie wywrą na ciebie wpływ.

Ela

czwartek, 2 października 2014

Jak być szczęśliwszym? Zrób sobie dobrze

Zrywam się z łóżka. Znowu za późno wstałam, a przecież powinnam wziąć antybiotyk. Idę do kuchni, nalewam herbatę do ulubionego kubka. Robię szybkie śniadanie i biorę kęs jeszcze w drodze do pokoju. Wiem, że powinnam najpierw zjeść, a potem łykać tabletki. Tylko że są tak paskudne, że przegryzam tylko kęs, żeby udać „nie-pusty żołądek”, szybko łykam to obrzydlistwo, a potem kończę śniadanie i jak najszybciej pozbywam się tego paskudnego posmaku.
Dopijam herbatę na stojąco. Włączam telewizor, żeby przelecieć po kanałach. I tak nic nie ma. Mój wzrok pada na obraz. Patrzę się na niego przez dłuższą chwilę. W końcu odkładam kubek i wracam do łóżka. Chyba jednak jeszcze trochę pośpię.



Waiting for someone else to make you happy is the best way to be sad”Kiedy odpakowałam ten obraz w trakcie mojej imprezy urodzinowe, chyba nawet nie zwróciłam uwagi na jego przekaz. Był super sam w sobie. Ale przyjaciel od którego go otrzymałam, dobrze wiedział, co robi. Albo jest tak świetnym przyjacielem, że podświadomie wyczuł, czego potrzebuję.
Bo czekanie na kogoś, kto sprawi, że będziesz szczęśliwy (naprawdę) jest najlepszym sposobem na bycie smutnym. Rozejrzycie się dookoła. Sami zobaczycie, że to prawda. Na pewno macie w swoim otoczeniu osoby, które są na to świetnym dowodem. Albo sami tak macie. A jeśli nie (a raczej nie potraficie w tym momencie kogoś takiego skojarzyć) to przypomnijcie sobie scenę z Dziennika Bridget Jones. Wino, czerwona piżama i piosenka Celine Dion.Wiecie o czym mówię.


Jedyną osobą, która może uczynić Cię szczęśliwym, jesteś Ty.

To my decydujemy o naszym szczęściu i nieszczęściu. Dokonujemy wyborów. Dobrych albo złych.
Otaczamy się ludźmi, rzeczami. Tworzymy sytuacje, kreujemy myśli. Nastrój zależy tak naprawdę od naszego nastawienia. Możesz wstać, wyjrzeć przez okno i uznać, że skoro jest paskudna pogoda to ten dzień na pewno będzie koszmarny. A możesz obudzić się i powiedzieć sobie, że to będzie świetny dzień. I co więcej – możesz w to po prostu uwierzyć.

Kto wie najlepiej na co masz ochotę? O czym marzysz? Czego chcesz? Co chciałbyś dzisiaj porobić? Kto wie to lepiej niż Ty sam? Kto może Cię więc uszczęśliwić najlepiej?
TY

Od dzisiaj pamiętaj o tym zawsze i zawsze korzystaj z okazji, żeby się uszczęśliwić. Tak samo jak chciałbyś zrobić coś miłego dla osoby, którą kochasz, żeby wywołać uśmiech na jej twarzy. Wywołuj uśmiech na swojej twarzy.
Masz ochotę na coś smacznego? Chciałbyś wziąć aromatyczną długą kąpiel? Poczytać książkę przy świecach? Wypić gorącą czekoladę przy ulubionej muzyce? Kupić sobie coś ładnego? Wybrać się do kina? Zrób to!
Ja chcę Cię namówić, być zrobił dziś coś, co Cię uszczęśliwi. Bo mnie uszczęśliwia motywowanie Ciebie ;)

PS Kiedy już zdecydujesz się to zrobić, wrzuć zdjęcie z hashtagiem #imakemehappy. Chętnie zobaczę ;)

Daria

czwartek, 25 września 2014

Zasługujesz na coś wyjątkowego

 -Zastanawiałaś się kiedyś, dlaczego taki facet jak ja, który mógłby mieć każdą, wybrał właśnie Ciebie?
-Nie.
-Dlatego, że jesteś najpiękniejszą i najcudowniejszą dziewczyną ze wszystkich.
-A wiesz, dlaczego ja się nad tym nigdy nie zastanawiałam? Właśnie dlatego.

Wiele osób się nie docenia. Nawet jeśli zwalczają swoje kompleksy, lubią siebie i pracują nad poczuciem własnej wartości, to stawiają sobie pewną granicę i wydaje im się, że nie są w stanie jej przekroczyć. Myślą, że nigdy nie dostaną jakiegoś stanowiska, nie uda im się zdobyć tego stypendium, nie założą własnej firmy i nie zdobędą serca jakiejś osoby, bo nie są tego warci. Nie są dość dobrzy. Świat jest dla niech, ale tylko do pewnej magicznej bariery. Wszystko co znajduje się za nią, należy się innym ludziom. Lepszym, mądrzejszym, ładniejszym, bogatszym. Wiecie co?
To bzdura.



Sam wyznaczasz sobie granice.
zasługujesz na najlepszych przyjaciół

Ta bariera o której mówię, znajduje się tylko i wyłącznie w naszych głowach. To w którym miejscu ją umieścimy, zależy od nas samych. Jeśli wmawiamy sobie, że nie możemy czegoś zrobić, czy zdobyć – sami utrudniamy sobie to zadanie. Tworzymy przekonanie, którego później ciężko się pozbyć. Sami stawiamy sobie granice. I uwierzcie, często możemy je umieścić dużo dalej, niż to robimy. Ogranicza nas nasza strefa komfortu, którą powinniśmy wytrwale poszerzać, by podbijać świat. Ograniczamy się my sami. My, nasze myśli i nasze postrzeganie.


Zasługujesz na to, co najlepsze
Małpy mówią, że jesteś super!


Trzeba się cenić.Być świadomym swojej wartości i wiedzieć że zasługuje się na to, co najlepsze. Wszyscy  na to zasługujemy. Nie ma rzeczy, czy człowieka która byłaby dla nas „za dobra”. Nie istnieje jakaś kategoria zarezerwowana tylko dla wyimaginowanej wyższej grupy – tych bardziej atrakcyjnych, mądrzejszych, fajniejszych, bogatszych ludzi. Chcesz czegoś? Zdobądź to.
Jak to powiedział kiedyś znajomy na imprezie „jak się nie ma, co się lubi, to należy zrobić wszystko, żeby to mieć”. I chociaż on sam stosuje tą zasadę w sposób, którego nie pochwalam, to nie mogę się z nim nie zgodzić. Chcesz czegoś? Zdobądź to. Zasługujesz na to. Zasługujesz na najlepsze.

Daria

wtorek, 16 września 2014

Doceń swój tyłek i nie tylko

-Byłam na treningu. Prawie umarłam, ale wiesz robię pupę.
-Nie wiem czy Ci współczuć czy zazdrościć?
-Jak już przestanie mi być niedobrze, to zazdrościć. Bo jak odzyskuję świadomość to się jaram. Oby ktoś to docenił.
-Ktoś...?
-No ktoś. Ktoś poza mną.
-No tak, najważniejsze żebyś Ty własny tyłek doceniła!

I znowu wraca do mnie temat pewności siebie i samoakceptacji. Niczym bumerang albo pewien... ach nie ważne. O tym, że warto kochać siebie i być dla siebie dobrym, mówiłam już nie raz. Olly zwróciła mi uwagę na to, że również warto się doceniać.
Tak samo jak doceniamy to, co robią dla nas( i nie tylko) inni.
Tak samo zacznij doceniać siebie. I lubić. To, co masz.

W swojej książce, Carly Martin (uprzedzałam już że będę się do niej często odwoływać) zaproponowała pewne ćwiczenie. Nie do końca służyło ono temu, co ja Wam proponuję, ale sam zamysł wydał mi się bardzo ciekawy, dlatego się do niego odwołuję. O co chodzi?
Wybierz największe lustro jakie posiadasz w mieszkaniu. Najlepiej, żebyś mógł zobaczyć się w nim od stóp do głów. Teraz rozbierz się i stań przed tym lustrem. Tak, rozbierz się. Ubranie, biżuteria i dodatki.
Osoby, które mają kompleksy na punkcie swojego ciała często mają problem ze spojrzeniem na własne odbicie. Widok nagiego ciała stanowi dla nich wręcz koszmar. Mam nadzieję, że nie jesteś jedną z tych osób. Życzę Ci tego z całego serca. Jeśli jednak jesteś, to nie martw się. Ze wszystkim można sobie poradzić.

Ok, stoisz. I co widzisz? Wszystko. Wszystko co masz. A wiesz, że niektórzy tego nie mają? Wiesz, że jesteś szczęściarzem.  To co widzisz, to Twój największy skarb. Nie pieniądze, nie lokaty, nie willa z basenem.Nie drogi zegarek i gruby portfel. Ty, Twoje ciało i Twoja osobowość.
I wiesz co? Zasługujesz na wszystko co najlepsze. Dlatego właśnie uśmiechnij się do siebie, doceń to, co masz i zacznij działać. Jeśli polubisz siebie, będzie dużo prościej.
To co? Do dzieła?
Ok, tylko najpierw się ubierz.
Daria

Autorką zdjęć jest Paulina Różycka. Więcej jej prac znajdziecie tu!

piątek, 29 sierpnia 2014

Zwlekanie przed pierwszym razem

Od zawsze chciałam to zrobić. No dobrze, możenie od zawsze ale z pewnością już od dłuższego czasu. Wiedziałam, że to będzie wyjątkowa chwila. Wszystko idealnie, bo taki dzień jest tylko raz w życiu. Wielkie przeżycie dla każdego człowieka. Ten pierwszy raz. Pierwsze razy generalnie są wyjątkowe, ale ten jest wyjątkowo wyjątkowy. Bo to jak jakiś nowy stopień wtajemniczenia. Trochę niepewności, nieśmiałości. Nie do końca wiesz jak się zachować. Cóż, nie we wszystkim od razu łapie się flow. Ale chciałam to już zrobić. 
Chciałam móc GO dotkną. Mieć GO w dłoni. Czuć pod palcami tę gładką powierzchnię.*
Ale do tego fotografa to zbierałam się dwa tygodnie. 
Znacie ten stan, kiedy naprawdę się nie chce? Na pewno znacie. Nie ze zmęczenia, nie z braku czasu. To chyba nawet nie lenistwo. Po prostu każda komórka ciała krzyczy "nie chce mi się". Taki mały bunt.
Tak rodzą się tzw. Żaby. Nie jest to jedyny 'sposób' na wychowanie takiego stworzonka, ale nie wiem czy nie najbardziej uciążliwy. Bo to nie tak, że Was coś przerasta albo czegoś się boicie i to odwlekacie. Nie, po prostu Wasza podświadomość płata Wam figla, zakłada rękę na rękę i naburmuszona stwierdza, że nie robi. Bo nie. Nie chce się i koniec. A Żaba czeka. I z małej kijanki rozwija się w wielką Żabę. W końcu jest tak duża, że już MUSICIE zrobić co trzeba. Najczęściej na ostatnią chwilę, w stresie i poddenerwowaniu. A można było to zrobić od razu. 
Czy jest na to jakiś sposób?
Jednego, sprawdzonego i w 100% chyba nie ma. Obiecuję, że będę szukać, ale na razie trzeba sobie jakoś radzić. 
Jeśli coś można zrobić od razu - rób. Nie ma sensu odkładać na "potem" , bo podświadomość lubi się fochać właśnie "potem". Jeśli więc można coś robić, jeszcze zanim zaczniesz się zastanawiać czy Ci się chce, rób. 
Nagradzaj się za wykonanie trudnych zadań. To metoda znana powszechnie. Jeśli coś kosztuje Cię dużo wysiłku/nerwów/czasu/wstaw co chcesz, to czemu sobie tego jakoś nie wynagrodzić? Należy Ci się, skoro zjadłeś żabę.
Nie przejmuj się na zapas i wyluzuj. No wiesz, jutro też jest dzień. Nie ma spiny, są drugie terminy. Ewentualnie "poprawi się".
Daria

* Gdyby ktoś się nie domyślił lub miał jakieś wątpliwości - chodzi o dowód oczywiście.

wtorek, 26 sierpnia 2014

Droga ku dorosłości

Od podstawówki słyszę, że jestem nazbyt dojrzała, jak na swój wiek. Wynika to z tego, że już jako małe dziecko musiałam być dosyć samodzielna. Rówieśnicy nie zawsze mnie wspierali. Z dziewczynami trzymałam sztamę, ale chłopcy mieli u mnie na pieńku. Oni też dawali mi w kość, ale nie ze mną takie numery. Byłam twarda i szybko odpłacałam pięknym za nadobne.

Dopiero niedawno zdałam sobie sprawę, że nie jestem jeszcze dorosła i nie muszę podejmować odpowiedzialnych decyzji. Że traktuje siebie za poważnie. Tak naprawdę, to właśnie teraz jest czas na zabawę i emocje. Jestem na etapie zakompleksionej, kapryśnej nastolatki, która uważa się za księżniczkę. To stąd wieczny bałagan w pokoju, spóźnianie się, wakacyjne spanie do południa, oglądanie MTV, dni w piżamie, obżeranie się płatkami z mlekiem, zadurzanie się, melodramaty miłosne, niezdecydowanie, prokrastynacja, nieśmiałość i słomiany zapał. Po prostu jeszcze z tego nie wyrosłam.


I wiecie co? Dobrze mi z tym. Przecież każdy dojrzewa w swoim tempie. To nie są zawody. Skoro wewnętrznie nadal we mnie dominuje dziecko, to nie zrobię się na siłę zacną damą. W odpowiednim momencie swojego życia spoważnieję; natura wie, co robi. Wtedy będę wspominać swoją młodość jako czasy beztroski i zabawy. Dlaczego więc nie cieszyć się tą drogą ku dorosłości?

A jak tam Twoje wewnętrzne dziecko? Starasz się z nim od czasu do czasu kontaktować, czy już dawno zakurzyło się na strychu Twojego serca? Jeśli chcesz, podziel się swoją historią w komentarzu. Chętnie poczytam, jak u innych przebiega proces dojrzewania. ;)
Trzymaj się ciepło,
Ela

piątek, 22 sierpnia 2014

Torem do gwiazd

Osiąganie celu to super sprawa. Droga, którą musisz przejść. Ta satysfakcja kiedy już Ci się udało. Stoisz na mecie, patrzysz na to, co było i możesz być z siebie naprawdę dumny. Świetnie. Tylko jak do tej mety dotrzeć?

Wyobraź sobie tor, który wiedzie Cię tam, gdzie chcesz się znaleźć. 
Niech tor wiedzie Cię do gwiazd.
Zwierz się komuś , do jakiej gwiazdy chcesz dojechać.
W ten sposób Bryan Tracy opisał to w swojej książce. I wiecie co? Miał rację.


Krok 1
Wiesz, co chcesz osiągnąć, tak? Wiesz o czym marzysz.  To nie musi być nic wielkiego. Nie od razu Kraków zbudowano. Jeśli nie masz jeszcze jakiegoś Wielkiego Planu, zacznij od czegoś małego. No dawaj. Co byś chciał zrobić? Zdać maturę? Kupić samochód? Zostać Polską Dancehall Queen? Mieć popularny kanał na YT?
Ok, już wiesz. A teraz pomyśl, jak do tego dojść. Nie przejmuj się tym, że się nie da, świat jest brzydki, zły i niesprawiedliwy. Konkrety, co trzeba zrobić? Zacząć się uczyć? Zarobić pieniądze? Trenować regularnie? Zacząć w końcu nagrywać te filmiki, a nie tylko o tym myśleć i gadać?
Możesz to sobie wypisać. Krok po kroku. Wyobraź sobie drogę do celu, tak jakby nie chodziło o Ciebie. Nie patrz przez pryzmat ograniczeń. One siedzą tylko w Twojej głowie.


Krok 2
Niech ten cel będzie wyzwaniem. Niech to będzie coś, czego naprawdę chcesz. Przecież jesteś inteligentnym, ambitnym człowiekiem. Byle czym się nie zadowalasz, prawda? 

Krok 3
Powiedz komuś o tym. Przyjacielowi, znajomym, rodzinie, partnerowi. Napisz o tym na blogu, Twitterze, Facebooku. Co to kogo obchodzi? No pewnie nic. Ale Tobie będzie głupio , jeśli za miesiąc lub dwa kumpel przy piwie zapyta Cię jak tam kupno samochodu, a Ty nic w tym kierunku nie zrobiłeś.
Zazwyczaj przejmowanie się cudzą opinią jest bezsensowne. Nie ma jednak tego złego, co by na dobre nie wyszło. Zawsze to dodatkowa motywacja. 


Krok 4
Zrób to. Albo jak mi powiedziała ostanio pewna mądra osoba "GO FOR IT".
Chcesz? Bierz.

Do zobaczenia między gwiazdami.
Daria

poniedziałek, 18 sierpnia 2014

Czemu odkładasz życie na później?

Młodzi ludzie sami się ograniczają. Świadomie, nie świadomie. Bardziej lub mniej. Ale taka jest prawda. Jeżeli ktoś od małego się czymś nie zajmuje, to nie przejmuje się tym, żeby szukać. Stawiają na yolo i te sprawy. Ewentualnie tłumaczą się tym, że nie mają czasu, kasy etc. Ale jak nie teraz, to kiedy chcecie się rozwijać?

"Ty tak dużo robisz!" to zdanie słyszałam już parę razy. I zawsze mnie zastanawia czemu ludzie tak myślą. Ja  nie widzę w sobie jakiejś megapracowitej i superzorganizowanej osoby. Wręcz przeciwnie, uważam że mam spory problem z lenistwem, prokastynacją i niechcemisiejswtem. Trudna sprawa. Swoją drogą może warto by stworzyć na blogu jakieś wyzwanie w związku z tym. Co Wy na to?
Mimo tego, że o jakieś 100 godzin tygodniowo za dużo spędzam na przeglądaniu fejsbuka, to jednak coś tam zdarza mi się robić. W sumie dosyć regularnie. Chodzę na treningi, w domu też staram się tańczyć jak najczęściej. Piszę teksty, kiedy akurat mam wenę, a że ostatnio wpada ona dosyć często, to razem płodzimy tych tekstów troszkę więcej. Czytam, przeglądam, szukam, podpatruję, pytam, słucham, doradzam, pocieszam, motywuję.Otaczam się ludźmi, którzy mnie motywują i inspirują. Robię to co lubię, kocham, uwielbiam. Po prostu. O co tyle halo?
Wiele osób dojrzewa na studiach. Wtedy uświadamiają sobie, że życia nie można tak po prostu przeżyć, tylko warto coś jednak robić. Ale po co czekać aż do studiów? Dlaczego nie zacząć od teraz? Czemu ciągle odkładacie na później kurs tańca czy ulubionego języka obcego? Naukę gry na gitarze, śpiewu, gotowania? Kółko teatralne, pisanie książki, prowadzenie bloga? Jeśli zaczniesz od teraz, to za te kilka lat będziesz już w tym świetny. I będziesz miał czas i siłę do kolejnych wyzwań. Wiesz ile możesz osiągnąć, jeśli tylko zaczniesz od teraz?
Daria

poniedziałek, 11 sierpnia 2014

Trzeciej szansy już nie będzie

Z ogromnym bukietem białych róż i lekkim sercem wybiegł z kwiaciarni. W końcu czuł, że dobrze postąpił.  Teraz może żyć zgodnie ze sobą. Wyciągnął z kieszeni komórkę i wybrał jej numer.
- Olka? -krzyknął do słuchawki uradowany. - Jesteś w domu? Będę za 15 minut!
- Ale co się stało?
- Rozstałem się z Kaśką. W końcu możemy zacząć się spotykać!
- Paweł, ale ja mam randkę za 20 minut...

*     *     *
- Olka czy Ty jesteś zazdrosna?
- Ja? Nie, tylko tak jakoś. Po prostu dziwnie się czułam, widząc Cię z inną.
- Olka ale przecież Ty niczego nie chciałaś...
źródło
Kolejne ciężkie kłótnie. Złość i pretensje wiszące w powietrzu.  Kilka razy byli już na krawędzi, ale zawsze wycofywali się. Jedno drugie odciągało od brzegu w ostatnim momencie. Jednak nic nie trwa wiecznie i miarka się przebrała. Coś pękło. Więcej łez, niż uśmiechów. Więcej złości, niż miłości. A kiedy już się skończyło, kiedy skoczyli w przepaść, coś drgnęło w nich drgnęło. Może jednak da się to jeszcze uratować?
 Nie. Już próbowali. Kolejnej szansy nie będzie.


Życie to nie jest gra.  Nie da się włączyć replay.
Podejmujemy decyzje. Bierzemy na siebie wszelkie konsekwencje. Wbrew pozorom, dostajemy całkiem sporo szans. Połowy z nich nawet nie zauważamy, chociaż są tuż pod naszym nosem. Tak jakbyśmy czekali, aż ktoś zawoła "Hej patrz!".
Nie wykorzystujemy wielu możliwości. Zbyt długo się ociągamy. Zbyt długo czekamy, nie wiadomo właściwie na co. Tracimy jedną szansę za drugą. Jednego człowieka za drugim. Jedno marzenie na wyciągnięcie ręki, za drugim.
Dlaczego?
źródło

Z lenistwa. Ze strachu. Przez przywiązanie do poczucia bezpieczeństwa.
Za długo czekamy, aż samo się zrobi. Nie bierzemy od razu tego, co nam życie daje. Lepiej najpierw przekalkulować zyski i straty. A za nim zrobimy swój bilans, ktoś innym nas uprzedzi. Zanim podejmiemy decyzję, będzie już za późno.

Zamiast ratować od razu to co się sypie, dajemy się otępić. Czekamy na krok drugiej strony. Czekamy aż samo się zmieni, samo się naprawi. Aż ktoś zrobi to za nas albo popchnie we właściwym kierunku. 
Tylko że samo nic się nie zrobi.


Jak nie zaczniesz działać, to jedyną pokrzywdzoną osobą będziesz Ty sam. A drugiej  czy trzeciej szansy może już nie być.
Olka czy Paweł mogą być już zajęci, zanim drugie  się wreszcie szanownie zdecyduje.
Związek się rozpadnie, zanim się zorientujecie, że bez wspólnej pracy nie dojdzie do niczego, poza rozstaniem
źródło
Ktoś inny dostanie Twoje stanowisko, ktoś inny wyda Twoją powieść, ktoś inny założy Twój kanał i bloga. Ktoś inny będzie szczęśliwy.
Daria

wtorek, 5 sierpnia 2014

Czy szczęście* istnieje?

Ostatnio raz z Agnieszką z bloga primadonnalady rozmawiałyśmy o szczęściu. Czy ono wogóle istenieje? Czy można swoje porażki życiowe tłumaczyć brakiem szczęścia? Hmm nie.

Nikt nie ma idealnego życia. Nawet jeśli pozornie wszystko wydaje się takie udane i świetne, to napewno jest coś nie tak. Tylko nie każdy się z tym obnosi. Są ludzie, którzy mogliby ciągle opowiadać o swoich problemach i o tym jak w życiu jest im źle. Tacy biedni, pokrzywdzeni przez los. Życie takie niesprawiedliwe. Nic tylko usiąść i płakać. 
Inni chowają swoje problemy. Zaciskają zęby i idą dalej. Nie ważne czy chodzi o brak pieniędzy, zerwanie z chłopakiem, kilka nadprogramowych kilogramów, czy ciężka choroba.
Po prostu idą naprzód. 
To nie jest tak, że masz farta w życiu albo go nie masz. Twoje szczęścia i Twój fart jest zależny od Ciebie. Od tego ile wysiłku włożysz w swoje życie. Od tego czy nie boisz się zaryzykować, spróbować. Czy masz odwagę walić drzwiami i oknami, jeśli to jest konieczne. Jeśli jesteś pewien tego co robisz i nie wstydzisz się tego, nie ukrywasz swoich sukcesów nawet jeśli to tylko dobry tekst na blogu, czy artykuł w magazynie. Jeśli nie boisz się wysłać CV do nowej szkoły tańca, która szuka właśnie instruktorów albo zgłoszenia do grupy, która właśnie robi nabór. Jeśli chcesz wyreżyserować spektakl, więc po prostu zbierasz grupę znajomych i mówisz "zróbmy to!". Jeśli masz odwagę zapytać tego przystojniaka, na którego ciągle wpadasz w tramwaju, czy nie chciałby skoczyć z Tobą na piwo. Jeśli potrafisz spojrzeć sobie prosto w oczy w lustrze i powiedzieć "mogę osiągnąć wszystko czego chcę". To znaczy, że masz farta. To właśnie jest szczęście.
Daria
*Oczywiście cały czas jest mowa o szczęściu jako farcie/dobrym losie/szczęśliwej gwieździe/ nie wiem jak to jeszcze można nazwać.

czwartek, 31 lipca 2014

Machina napędzana dobrem

Do mojego znajomego dramaturga pewna dziewczyna przysłała swoje dwa dramaty z prośbą o ocenę. Mimo, że uważał, że nie są to zbyt udane dzieła, nie powiedział jej tego. Poświęcił im trochę czasu i odpowiedział jej, że mogłaby spróbować swoich sił w innej formie literackiej. Okazało się, że trafił w dziesiątkę. Dziewczyna ta wcześniej pisała opowiadania i postanowiła się temu poświęcić. Znajomy nie zmienił zdania na temat jej twórczości, ale ucieszył się, gdy się dowiedział, że jej opowiadanie zostało opublikowane w lokalnej gazecie. 

Niedawno wracałam z moimi znajomymi z pubu i chcieliśmy coś przekąsić, więc każdy kupił sobie coś do jedzenia i poszliśmy na przystanek. Stoimy, czekamy, ja spokojnie jem sobie kebaba, rozmawiamy, nikomu nie przeszkadzamy. W pewnym momencie podszedł do nas jakiś facet i zapytał, czy smakuje. Nie spodziewając się żadnej negatywnej reakcji, powiedziałam, że tak. W odpowiedzi usłyszałam, że jestem gruba, brzydka i nikt się nie będzie chciał mnie całować. Dowiedzieliśmy się także, że ten pan, jako wnuk Hitlera, gorliwie popierałby jego politykę i chętnie wysłałby mnie do obozu koncentracyjnego. Po interwencji mojego kolegi, intruz odszedł, jednak nie obyło się bez gróźb z jego, intruza, strony. 

Widzicie różnicę? Pierwsza sytuacja zbudowała zadowolenie i była motywacją do rozwoju. Mało brakowało, żeby stała się niszcząca. Wystarczyłoby, żeby mój znajomy miał zły dzień i w odpowiedzi na zapytanie nieznajomej dziewczyny, odpisał, że jej dramaty są do niczego, i żeby lepiej zajęła się czymś innym. Zaś druga sytuacja spowodowała tylko nerwy, poczucie winy, złość, chęć odwetu. A mogłoby do niej w ogóle nie dojść. 

To nasz codzienny wybór, czy będziemy budować, czy niszczyć. Cokolwiek wybierzemy, tym samym odwdzięczy się wobec nas świat. To machina, którą możemy napędzać zarówno złem, jak i dobrem. Ja dążę do tego, żeby tę machinę napędzać dobrem, a Ty?

Ela

Przeczytaj także:  Po drugiej stronie tęczy

Pozytywne Poranki #33: Jak to dobrze, że nie jesteś idealny

Wiesz, co? To właśnie Twoje wady i słabości sprawiają, że jesteś wyjątkowy. To, że coś robisz właśnie w taki sposób, a nie inny. To, że masz krzywy nos, śmieszny głos lub nigdy nic nie ogarniasz. Inni to w Tobie uwielbiają. I to właśnie te cechy, z których nie zawsze jesteśmy zadowoleni, te, które nie pasują do naszego idealnego wyobrażenia o sobie, właśnie te, tworzą nasz styl, oryginalność, wyjątkowość. Ty bez Twoich niedoskonałości nie byłbyś już taki fajny. Nikt nie chciałby, żebyś był idealnym sobą. Ważne, że czujesz dobrze z tym, jaki jesteś. To wystarczy, żeby inni czuli się dobrze z Tobą.

To ja. Taka nieidealna.

Ela

wtorek, 29 lipca 2014

Krowy, herbata szarlotkowa, e-mail i ryzyko

Czekamy na to, aż ktoś sam do nas podejdzie, zagada, ale po chwili okazuje się, że kto inny nie czekał na rozwój wydarzeń, tylko wziął sprawy w swoje ręce. Czas jest zbyt szybkim przeciwnikiem, żeby czekać. *


Te małe brązowe plamki to właśnie krowy.
Siedzę z kubkiem herbaty o smaku szarlotki z cynamonem i patrzę przez okno na zielone pola, na których paszą się brązowe krowy. Są takie spokojne. Żują tą swoją trawę, patrzą przed siebie i spokojnie oddychają.
Patrzę na zieloną kropkę obok nazwiska. Napisać? Nie napisać? Czy chcę? No jasne. Nawet bardzo. Ale przecież mogę wyjść na głupią, nachalną dziwaczkę. W skrajnym wypadku na napaloną małolatę.
Zamykam okienko, biorę łyk szarlotkowej herbaty i znowu przyglądam się krowom. Zazdroszczę im, że nie mają takich dylematów.

To nie lokowanie produktu.


- Powinnaś się zgłosić! - krzyczy na mnie Ela kiedy pokazuję jej ogłoszenie.
-Sama nie wiem, chyba się nie nadaję. Nie dam sobie rady.
Ela przewraca oczami.
Ze trzy tygodnie zbieram się do wysłania tego maila. Kilka razy otwieram okienko, wpisuję adres, po czym je zamykam. Zbyt wiele myślę. O tym czy dam sobie radę, o tym że mogę być na to zbyt słaba. Bo za mało doświadczenia, za mało zdolności. Bo nie znam tych ludzi, nie wiem czego się spodziewać. Nic nie wiem, poza tym że to jest szansa na konkretny rozwój mojej pasji. Szansa, która może kiedyś się powtórzy. Pytanie tylko kiedy?
W końcu decyduję się i wysyłam maila. I dziś wiem, że to była jedna z najlepszych decyzji jakie podjęłam.


Kolejny raz mówię komuś, że spróbować zawsze warto. "Daria - motywatorka". Bawi mnie to określenie, ale jedocześnie bardzo cieszy. To jeden z tych momentów, kiedy czuję, że jestem na swoim miejscu. Jedna z tych chwil, kiedy naprawde cieszy mnie to co robię.
Jeśli nie zaryzykujesz, nie dowiesz się, czy było warto, czy się uda, czy to będzie porażka. Ale pewe jest, że będziesz się zastanawiać , co by było gdybyś jednak to zrobił.
Możesz tkwić w miejscu i nie robić nic. Żyć tym co jest. Pogodzić się z rzeczywistością i po prostu egzystować z dnia na dzień.
Możesz też podjąć decyzję za siebie. Wziąć się w garść, złapać byka za roki i ruszyć na przód. Stworzyć plan na swoje życie idealne, spisać listę marzeń i celów i konsekwentnie je realizować.
Możesz osiągnąć wszystko, czego tylko chcesz, ale musisz najpierw ruszyć tyłek, żeby to zrobić.
Bez ryzyka nigdy się nie dowiesz czy warto.
Możesz egzystować albo żyć. Po swojemu.
Daria
*cytat pochodzi z bloga primadonnalady
Mam nadzieję, że Aga się nie obrazi za pożyczkę,
Pozdrowiam z wietrznej góry. Widać, że moje włosy średnią się lubią z tutejszym klimatem.

sobota, 26 lipca 2014

Pozytywne Poranki #29: Jesteś silny!

Nie musisz byś świetny, żeby zacząć, ale, żeby być świetnym musisz zacząć.
Musisz walczyć o to, czego chcesz!
Jeśli dalej oczekujesz tej jedynej osoby, która zmieni Twoje życie, spójrz w lustro.

Jestem zajęty stawaniem się silniejszym.

Silniejszy każdego dnia

Uśmiechnij się i nich każdy wie. że dzisiaj jesteś o wiele silniejszy niż byłeś wczoraj.

Wszystkie grafiki pochodzą z readytogetfit1.tumblr.com.

Ela

wtorek, 22 lipca 2014

Ludzie którzy inspirują : wywiad z Andrzejem Tucholskim

O tym, że dziennikarstwo przewija się gdzieś w moich marzeniach i pasjach wspominałam już kiedyś tutaj. Czasami wydaje mi się, że im mocniej się bronię, tym więcej znaków na niebie i ziemi każe mi coś robić w tym kierunku. Moją miłością zdecydowanie są wywiady. Poznawanie ciekawych ludzi, ich historii to neizwykła sprawa. Nie ważne, czy wywiad przeprowadzany jest mailowo, przez Skype, telefon czy też na żywo.

Mam taką swoją małą prywatną listę osób z którymi chciałabym porozmawiać. Nie są to bynajmniej celebryci, piosenkarze, aktorzy, czy inne gwiazdy. Z takich gwiazd jest tylko kilka, większość niestety już nie żyje.
Na mojej liście są osoby, które mnie inspirują. Takie które podziwiam. Za twórczość, pasję, marzenia i odwagę.
Poniżej jest jeden z nich. Jeden z tych najważniejszych.
Po tym przydługim wstępie zapraszam Was na wywiad z Andrzejem Tucholskim, autorem bloga Jestkultura.pl :)



D: Czy kultura (książki, gry, filmy, muzyka itd.) od zawsze były Twoją pasją czy miałeś w swoim życiu taki okres, kiedy nie za bardzo wiedziałeś co Cię interesuje i czym chciałbyś się zajmować?
A:Wydaje mi się, że kultura jest pasją każdego jednego człowieka na ziemi :) W życiu nie słyszałem o kimś, kto nie rozmawia z innymi, nie słucha muzyki, nie czyta. Nawet zakony o zamkniętych klauzulach mają wspólne śpiewanie. Moją pasją jest zatem bardziej uczenie się czy pisanie i opowiadanie historii, niż kultura sama w sobie. A przynajmniej nigdy w ten sposób o sobie nie myślałem :)

D: Czy zdażają Ci się takie dni, kiedy wydaje Ci się, że wszystko jest bez sensu i nic się nie udaje? Jeśli tak, to co wtedy robisz?
A:Jasne. Przeczekuję. Kiedyś walczyłem i koniecznie próbowałem coś zrobić, ale teraz już znam swój organizm i gdy mam taki dzień to ratuję co mogę na inny czas i po prostu znikam ze świata. Do przyjaciół, do książek.

D: Co Ciebie najbardziej motywuje do działania?
A:Szczerze mówiąc - nie wiem. Rzadko się zastanawiam nad motywacją. Jasne, fajnie jest przeczytać dobry artykuł lub puścić energetyczną muzykę, ale w praktyce pracuję codziennie kilkanaście godzin nad swoimi marzeniami, bo po prostu mam taki nawyk. Pracuję dużo i ciężko oraz jestem względem siebie skrajnie krytyczny. To lepsze od jakiejkolwiek motywacji :)

D:Gdzie szukasz inspiracji do tworzenia i realizowania swoich pomysłów?
A:Wszędzie. Nie zbywam Was, ale tak brzmi prawdziwa odpowiedź - przysięgam :)



 D: Czy czułeś się kiedyś wypalony, czy wręcz przeciwnie, im więcej robisz, tym więcej masz nowych pomysłów ?
A: Jedno nie stoi w sprzeczności z drugim. Zawsze gdy więcej robię to mam też głód na JESZCZE WIĘCEJ do zrobienia. Ale zarazem gdy przegnę (co mi się całkiem często zdarza) to po prostu muszę na tydzień-dwa wrzucić wolny bieg i pozwalać sobie na prawie wszystko. Dzięki temu utrzymuję długotrwały balans :)

D: Jaką masz radę dla osób, które nie mają swojej pasji życiowej?
A: Robić BARDZO DUŻO i robić to tak szybko, jak się tylko da. Już po tygodniu człowiek czuje, czy ma ochotę zwolnić i się nacieszyć czy też "mieć to z głowy" byle tylko minęło.

D: Wierzysz w to, że człowiek może osiągnąć wszystko, jeśli tylko tego chce?

A: Pewnie :) I jeszcze nigdy się na takim myśleniu nie zawiodłem.


Daria

niedziela, 20 lipca 2014

Pozytywne Poranki #24: Ciche miejsce

Często nie doceniamy roli ciszy w naszym życiu. Nie mam tu na myśli tylko tej zewnętrznej ciszy, ale także tę wewnętrzną. Kiedy w naszej głowie panuje mętlik trudno, żebyśmy byli skupieni i spokojni. Kiedy jesteśmy w trakcie jednej myśli, już dogania nas następna, wchłania nas, wrzuca w inny wątek, zapominamy o wszystkim innym, dopóki następna myśl nie pochłonie całkowicie naszej uwagi. Stresujemy się, bo cały czas mamy poczucie, że o czymś zapomnieliśmy. Żyjemy w ciągłym pośpiechu, po prostu wykonując jedną cholerną czynność za drugą cholerną czynnością, bo nie mamy czasu na zastanowienie, zawsze jest coś do zrobienia. Na ten wyścig szczurów ze samym sobą jest lekarstwo: cisza, uważność, świadomość. 

Znalezione tutaj.

Jeśli obudziłeś się dzisiaj i Twoją głowę od razu zaatakowały myśli o tym, co powinieneś dzisiaj zrobić i jakie niemiłe rzeczy Cię czekają, to może wcale Ci się nie chce wstać. Nie dziwię się. W takiej sytuacji weź kartkę oraz długopis i po prostu przelej wszystkie swoje myśli na papier. Cokolwiek, co chodzi Ci po głowie: obawy, rzeczy do zrobienia, trudne decyzje, jakie musisz podjąć, dosłownie wszystko. Gdy to zrobisz, Twój mózg już nie będzie musiał pamiętać o tych rzeczach, a Ty wreszcie będziesz mógł dostrzec smak śniadania, zapach kawy, błogość poranka, widok za oknem. Ale, żeby w pełni się cieszyć tym, co dostrzeżesz, musisz spełnić jeszcze jeden warunek: postanowić sobie, że po śniadaniu zajmiesz się wszystkimi rzeczami, które zapisałeś na kartce. I rzeczywiście zrobić to.

Ela

PS. Jeśli w ciągu dnia poczujesz, że znowu potrzebujesz się odciąć od myśli, zajrzyj do cichego miejsca.

piątek, 18 lipca 2014

Pozytywne Poranki #22: Jesteś jak dwadzieścia dolarów

Pewnego dnia, na jednym z amerykańskich uniwersytetów, wykładowca wyjął z kieszeni dwudziestodolarowy banknot i zapytał, czy na sali jest ktoś, kto chciałby go dostać. Oczywiście, wszyscy studenci jak jeden mąż podnieśli ręce. Zresztą, kto nie chciałby dostać dwudziestu dolarów? Następnie wykładowca zgniótł banknot w dłoni i powtórzył swoje pytanie. Nikt nie opuścił ręki, więc profesor rzucił banknot na podłogę i podeptał go. Znów ponowił swoje pytanie. Nadal wszystkie ręce były w górze.

Obrazek pochodzi stąd
- Widzicie, ten banknot symbolizuje każdego z nas - podsumował profesor. - Nieważne, co złego ludzie powiedzą na nasz temat, ile razy zostaniemy skopani i jak bardzo los da nam w kość, nadal jesteśmy tak wartościowi, jak byliśmy na początku.

Motywujące, prawda? Więc przestań przejmować się tym, co ludzie powiedzą. Przestań bać się, że popełnisz błąd. Przestań udawać kogoś innego. Zacznij żyć tu i teraz, zgodnie z tym, co czujesz i myślisz. Nie musisz już bać się o swoją opinię w oczach innych. To nie ma znaczenia, bo Ty jesteś i zawsze będziesz bezwzględnie wartościowy. 

Ela

środa, 16 lipca 2014

Nogi w namiocie i inne dziwne przypadki

Masz przed sobą pięć unikalnych dni i swoją wolną wolę. To, jak wykorzystasz ten czas zależy wyłącznie od Ciebie. W czym "zasmakujesz"? Czego doświadczysz? Czy dowiesz się czegoś więcej o sobie? Co wniesiesz w życie innych? Czym się z nimi podzielisz? Czego się od Ciebie nauczą? O jakości najbliższych dni zadecydują wybory, jakich dokonasz. Twoje serce jest wolne, miej odwagę, by za nim podążać. 

Po półtorej godzinie stania w kolejce wreszcie dostałam się na tę drugą stronę barierki. I pierwsze, co zrobiłam, to przeczytałam właśnie te słowa napisane powyżej kursywą. Znajdowały się one na pierwszej stronie informatora, który od teraz miał mi służyć jako pomocnik w przedzieraniu się przez gąszcz Slotowych zdarzeń, koncertów, warsztatów, kafejek. Spisał się. Większość planów jakie miałam, wypełniłam. Raz tylko zawiodłam na całej linii, bo nie poszłam na Ostrego. Ale nie żałuję tak bardzo, jak bym mogła, bo wiem, że bez Darii już nie byłoby tak fajnie, jak na Juwenaliach.


KONCERTY

Kari absolutnie podbiła moje serce. To było niesamowite uczucie słuchać swoich ulubionych piosenek na żywo. Chciałam zabrać trochę tej atmosfery do domu, uwiecznić tę chwilę, ale nie udało się. Znacie to beznadziejne uczucie, kiedy filmik, który nakręciliście ma jedynie wartość sentymentalną? No, właśnie.

Koncert Hansa Kraenzlina na Scenie Unplugged był jednym z najbardziej niesamowitych koncertów na jakich kiedykolwiek byłam. Ten człowiek dawał ze sceny tak niesamowitą energię i nadzieję, że aż nie sposób było powstrzymać łzy. To też nie powstrzymywałam. Z piosenek Hansa znałam tylko tę <klik>. I kiedy pogodziłam się z tym, że już jej na żywo nie usłyszę, wtedy, ostatnim rzutem na taśmę, jako bis po bisie, muzycy zagrali pierwsze jej dźwięki, a ja wprost oszalałam ze szczęścia.

Micromusic to było coś. A po głowie ciągle krąży mi "W dupie to mam... w dupie to mam..."

A w ostatnią noc na Głównej Scenie zagrał Ras Luta. To był mój pierwszy koncert reggae. W życiu się tak nie wygibałam. I nie namachałam ręką. 


WARSZTATY I WYKŁADY

Tańczyłam belgijkę, lepiłam dzbanek z gliny, dowiedziałam się trochę o Kraju Basków i poznałam podstawowe baskijskie zwroty. Ale moim numerem jeden były warsztaty z Bajkogadania. Prowadzący, Maciej Strzyżewski, miał niesamowity dar mówienia ciekawych rzeczy w ciekawy sposób i jeszcze większy dar przekonywania jak ważne jest opowiadanie historii w naszym życiu. Jako aktorka raczej nie powinnam mieć z tym problemów, a tu się okazało, że przedstawić genialną opowieść wcale nie jest tak łatwo...








Poza tym byłam na wykładach Andrzeja Burzyńskiego na temat miłości i szczęścia, z których bardzo dużo wyniosłam. Często się będę do nich odnosiła w moich postach na blogu, tego możecie być pewni. Zmotywowały mnie do pracy nad sobą i swoimi relacjami z innymi ludźmi oraz podpowiedziały w jaki sposób mogę poprawić jakość swojej komunikacji z innymi. Naprawdę niezły kawał wiedzy podany w prosty i przystępny sposób.






MIEJSCA

Pole namiotowe. Nasi namiotowi sąsiedzi prowadzili bardzo głośne, lecz arcyciekawe rozmowy. (Dlaczego Adam i Ewa byli parą idealną? Bo on nie musiał słuchać o jej byłych, a ona nie musiała słuchać, jak jego mamusia dobrze gotowała. Badumc!)

A ostatniej nocy zdarzyło się coś naprawdę dziwnego...
Korpus manekina znaleziono w namiocie obok. Ale nikt nie znalazł głowy. Może to i dobrze, bo to dopiero byłoby przerażające.



Za to instalacje w Art Katedrze zachęcały do refleksji... i zabawy!





 A Cafe Gafa zachęcała tylko do tego, żeby w niej zamulać. I spać. Co też robiliśmy.






















CHWILE

Refleksja na koniec :)
Mam za sobą pięć cudownych dni w świetnej atmosferze wśród pozytywnych ludzi. Większości wspaniałych chwil nie jestem w stanie Wam tutaj pokazać. Ale mam nadzieję, że choć trochę przekazałam Wam jak wygląda świat podczas Slot Art Festival, i że zobaczymy się tam za rok.

Ela